06.12.2014

/jedenasta oznacza koniec/

!! żeby zrozumieć, trzeba się dobrze wczytać !!
— Jak z nią?
— Walczy. — Jedno słowo, które tak wiele zmieniło, ale jednak nie wszystko. Ashton wolał usłyszeć co innego. Nie chciał wiedzieć, że walczy... chciał wiedzieć, że wszystko jest okej, a Anabel nie ma już zamkniętych oczu i oddycha samodzielnie.
Tymczasem praca jej serca była ledwo zauważalna. 
— Stary, wszystko będzie dobrze. — Obok chłopaka znaleźli się przyjaciele, którzy najlepiej jak umieli, próbowali pocieszyć Ashtona.
Blondyn przystawił czoło do szyby, która kolejny raz oddzielała go od drobnej dziewczynki leżącej na łóżku. Przyglądał się widokowi powolnie unoszącej się i opadającej klatki piersiowej. Modlił się, by nie dostrzegł momentu, w którym jej płuca całkowicie przestaną oddychać, a Anabel już nigdy na niego nie spojrzy. Bał się, że to już koniec, ale w głębi duszy wiedział, że Anabel nie będzie chciała odejść bez pożegnania. 
Uważnie patrzał, jak czoło Anabel lekko się marszczy, a jej powieki zaczynają drgać. Dotknął prawą dłonią szyby, a lewą zaczął w nią uderzać, zwracając na siebie uwagę każdej pojedynczej osoby będącej w pobliżu. Leigh jako pierwsza stanęła koło niego, a jej oczy szybko zapełniły się łzami. Chwilę później aparatura zaczęła głośno piszczeć, a do środka wbiegło kilku lekarzy. 
Ashton, Leigh i Ed widzieli ulgę na twarzy młodego faceta, ale nie mogli zrozumieć czym było to spowodowane. Teraz Anabel poruszała dłonią, a jej wymęczone oczy spoglądały na trzy osoby stojące po drugiej stronie grubej szyby. Odwróciła głowę w stronę mówiącej do niej kobiety, by bezmyślnie i z wielkim trudem pokiwać głową. Anabel wciąż była słaba i wciąż walczyła, ale przynajmniej wróciła do bliskich. 
Chcę, żeby wszystko się już skończyło. ZABIERZCIE MNIE STĄD!!!
— Mogę ją zobaczyć? — Chłopak spytał, gdy rodzice dziewczynki pełni smutku opuszczali salę. Oboje spojrzeli na siebie, a ich twarze jeszcze bardziej posmutniały. 
— Przykro mi. — Leigh spuściła głowę w dół, zakrywając kłębiące się w oczach łzy. Ed przytulił kobietę i powoli wyminęli Ashtona, idąc prosto do wyjścia. 
Koniec historii, która nigdy początku nie miała. 
Koniec marzeń, które nigdy spełnić się nie miały. 
Koniec radości, która nigdy towarzyszyć im nie miała. 
Koniec smutku, który nigdy istnieć nie miał. 
Koniec końca, który nadszedł za szybko. 
Tego dnia wszystko było nie tak. Ciemne chmury zakrywały niebo, tworząc na nim okropnie brzydki widok. Krople deszczu spadały zbyt szybko, a każdy spacerujący człowiek nie pozostawał suchy. Słońce zniknęło, a to, co działo się w Sydney, jest dopiero początkiem. Nadchodzą dni, których nikt nigdy nie zapomni, ale nie dlatego, że będą miłe. Nadchodzą dni nazywane przez niektórych koszmarem. 
Pierwszy dzień będzie jeszcze miły. Wszyscy będą pełni nadziei, a światełko wciąż będzie się świecić. Nikt nie będzie podejrzewał, że coś może się psuć, że coś nie gra. Dopiero drugiego dnia lekka zmiana zacznie być widoczna. Uśmiech i nadzieja znikną z twarzy, a na ich miejsce wstąpi nieodłączny na długi czas smutek. To będzie drugi dzień koszmaru. Trzeciego wiele spraw zostanie wyjaśnionych i wszystkie dotychczasowe problemy zostaną zapomniane i zastąpione kolejnymi. Kolorowe życie nagle stanie się szare, a świadomość o nadchodzącym dniu, będzie jeszcze gorsza do zniesienia. Czwarty dzień uświadomi wszystkim, jak wiele błędów popełnili i jak wiele rzeczy mogli zrobić inaczej. Tego dnia nic nie będzie się liczyło, jedynie spokój i rozpacz... bo ten dzień to dramat rozpoczynający się krzykiem o pomoc. Piąty dzień jest jedynie dopełnieniem. Wspomnienia zaczną przelatywać przez umysły, pokazując jak wiele się działo. Ból będzie jeszcze bardziej odczuwalny, a łzy nie znikną nawet na sekundę. Piątego dnia wszystkie dusze umrą, a światełka zgasną. Wszystko będzie wydawać się tylko złym snem, z którego nikt nigdy się nie obudzi. 
Nigdy nie możesz spodziewać się najgorszego, ale teraz to nadchodzi. Nie uciekniesz przed tym, nikt już nie ucieknie. Od teraz liczy się każda sekunda, a życie Ashtona, Leigh i Eda nie ma już sensu. Są bezradni, zupełnie tak jak ty, gdy stoisz przy tablicy na lekcji matematyki, rozwiązując zadanie, do którego obliczeń nigdy wykonać nie umiesz. Jednak istnieje mała szansa nadziei, że kolejne pięć dni będzie dniami idealnymi, a Ashton już ma plan na to, jak powinien o to wszystko zadbać. Tym razem nie spieprzy, teraz ma pomoc i wsparcie w postaci trzech najlepszych przyjaciół. Nie jest sam, nigdy nie był. 
— Co na początek? — Calum podszedł do przyjaciela, położył dłoń na jego ramieniu i spojrzał na spuszczoną w dół głowę Ashtona. 
— Nie mam pojęcia. — Blondyn skrzywił się lekko, uświadamiając sobie, że jego plan istnieje, ale nie jest dopracowany. Ashton nie wiedział, co i jak musi zrobić, ale wiedział, że musi się postarać, żeby wszyscy mu wybaczyli... szczególnie jedna osoba.
— Krok pierwszy: stworzenie czegoś niepowtarzalnego, mającego niesamowicie wielką wartość. — Michael krzyknął, dumny z siebie za wypowiedzenie tych słów. — Musisz trochę pozgadywać, dla każdego co innego jest niepowtarzalne, ale my ci pomożemy! 
Chłopak spojrzał na przyjaciół i w tym momencie pierwszy raz od dawna ucieszył się, rozumiejąc jak wiele dzięki nim zdobył. Tyle samo musi jutro przekazać pewnej wyjątkowej osobie.
— Piosenka! 
Tego dnia Ashton postanowił zmieniać świat.. ale zaczął od złej strony.

8 komentarzy:

  1. Powiedział ci ktoś kiedyś, ze wspaniale potrafisz oddziaływać na emocje czytelnika? Jeśli i to jestem pierwsza. Już od samego początku bardzo sie wzruszyłam, nikt nigdy nie jest w stanie pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby, najtrudniej nam zaakceptować, że po takim nieszczęściu świat kręci się dalej ;(
    Pozdrawiam cieplutko
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tym opowiadaniu dość często spotykam się z tym, że ludzie mówią, jak bardzo to na nich zadziałało, ale uwierzcie mi - na mnie działa dziesięć razy bardziej. Każdy pomysł na rozdział przyprawia mnie o smutek, a kiedy go realizuję, tonę we łzach. Nigdy nie sądziłam, że sama siebie potrafiłabym doprowadzić do takiegp stanu, ale tak właśnie jest. I jest mi smutno, że ten fanfik niedługo się kończy, bo to jedyny, z którego jestem w pełni dumna.
      OH I MIKOŁAJKOWY ZDRADLIWY PREZENT: nikt jeszcze nie umarł.

      Usuń
  2. Nie rozumiem zakończenia :* ale szkoda że to iż koniec tego ff bo było jednym z moich ulubionych. Masz talet i pisz dalej<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj znalazłam te fanfiction i muszę Ci powiedzieć - piszesz naprawdę genialnie, a samo opowiadanie jest świetne, smutne, ale piękne. Czytając je miałam ochotę się rozpłakać. Cudnie wszystko opisujesz. Szkoda jednak, iż historia niedługo się zakończy, ale i tak życzę Ci weny w dalszym pisaniu!
    Pozdrawiam :)
    http://przysiega-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszysz to? Tak to mój płacz... ;( Rozdział jak zawsze Genialny, smutny i pełny mojego płaczu. Kocham to. Dziękuję ci za to że jesteś i to piszesz. Xx

    OdpowiedzUsuń
  5. nawet nie wiesz jak się cieszę, że znalazłam to ff ;] bosz dziewczyno,ty masz mega zajebisty talent, a ten rozdział jak i całe to opowiadanie jest naprawdę piękne - genialny pomysł na opowieść, którego ci naprawdę zazdroszczę!! jesteś naprawdę genialna, a twój styl pisania jest godny zazdrości - oddaj go trochę co? taki prezent pod choinkę mi zrób... xd
    jejciu, ten rozdział jest taki smutny - najbardziej żal mi Asha, bo przez jeden błąd stracił zbyt wiele ;'((
    obserwuję, bo muszę być na bieżąco!! czekam z niecierpliwością na nexta - boże dopomóż, niech już będzie 14!! - weny i buziole kochana ;**

    p.s. w wolnej chwili zapraszam do siebie - blog jest o Ashtonie:

    http://rock-god-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    chciałabym zaprosić Cię na Katalog blogów o 5 Seconds Of Summer :)
    Pozdrawiam! xx
    [http://katalog5sos.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę śmiało napisać, że pochłonęłam twój blog jednym tchem - akurat w pracy był luz i przypadkiem natknęłam się na twoją historię. Jest świetna i wciągająca oraz pełna emocji. Naprawdę mi się podoba. Motyw z marzeniami i balonami trafiony w dziesiątkę. Jak widać po twojej historii przyjaźń nie patrzy na wiek i to jest niesamowite. Strasznie mi żal Anabel, a także Ashtona. Zaintrygowało mnie także ostatnie zdanie z tego rozdziału. Nie mogę doczekać się kolejnych części. Dodaję do ulubionych i będę cię odwiedzać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń